Szukaj mnie u stóp Jezusa - ADORACJA

Adoracja Najświętszego Sakramentu stała się dla Ojca Pio niezwykłą pasją i przygodą duchową.

Przygoda ta polegała na oddawaniu czci Bogu przez uznanie Jego wielkości i świętości, polegała na bezgranicznym miłowaniu i uwielbieniu Boga w Osobie Jego Syna – Jezusa Chrystusa, który obecny pod postacią chleba był przechowywany w tabernakulum lub w monstrancji.

Od najmłodszych lat Ojciec Pio odznaczał się pobożnością eucharystyczną, która kształtowała się wokół sakramentalnej obecności Chrystusa w świątyniach: w Pietrelcinie, w Venafro, w Morcone, w San Marco czy w San Giovanni Rotondo. Jako ministrant codziennie uczestniczył we Mszy Świętej, a jako kleryk, kiedy przebywał w rodzinnej Pietrelcinie z powodów zdrowotnych, wiele godzin, a czasem i całe noce, zamknięty w kościele spędzał przed Jezusem w Najświętszym Sakramencie. Również podczas adoracji dojrzewała jego decyzja poświęcenia się Bogu i ludziom na drodze zakonnej i kapłańskiej. Zażyłość z Chrystusem w Eucharystii wyrażał w modlitwie, szczególnie za tych, którzy go o nią prosili. Zapewniał ich serdecznie: „Dobrze, powiem to Panu Jezusowi utajonemu w Najświętszym Sakramencie, kiedy będę przy Jego tabernakulum”. Modlitwę przed Najświętszym Sakramentem uważał bowiem za dar wielkiej miłości i dlatego zanosił ją często za grzeszników i bliskie sercu osoby.

Podczas adoracji Najświętszego Sakramentu doświadczał niezwykłej bliskości Boga, której towarzyszyła gorąca miłość podobna do płomieni ognia. Był przekonany, że w ten sam sposób i inne osoby przeżywają kontakt z Bogiem, kiedy znajdują się przed Jezusem utajonym w Najświętszym Sakramencie i nie wyobrażał sobie, by to uczucie było obce kapłanowi lub zakonnikowi. W 1912 roku napisał do o. Agostino: „Czasem pytam samego siebie, czy są ludzie, którzy nie odczuwają tego Bożego ognia, palącego klatkę piersiową, zwłaszcza gdy znajduję się przed Nim ukrytym w Najświętszym Sakramencie. Myślę, że jest to niemożliwe, zwłaszcza gdy chodzi o kapłana czy zakonnika. Być może, iż u tych ludzi, którzy mówią, że nie odczuwają tego żaru, dzieje się tak dlatego, że go nie zauważają, ponieważ mają serce większe niż moje. Tylko taka delikatna interpretacja pozwala mi zgodzić się z nimi i nie uważać ich za wstydliwych kłamców, którzy w tej sprawie zachowują milczenie”. Z czasem jednak odkrył, że był to szczególny dar udzielony mu przez Boga.

Obok płomieni ognia, podczas adoracji Najświętszego Sakramentu, towarzyszyły mu również silne uderzenia serca. W jednym z listów napisał: „Uderzenia serca wtedy, gdy przebywam z Jezusem ukrytym w Najświętszym Sakramencie są bardzo silne. Czasami wydaje mi się, że serce chce po prostu wyskoczyć z piersi”. Nie zawsze przebiegało to tak gwałtownie i boleśnie. Niejednokrotnie podczas adoracji Ojciec Pio otrzymywał łaskę wewnętrznego pokoju czy radosnego uniesienia, którą porównywał do pocałunku pokoju udzielonego mu przez Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Niekiedy tym nadzwyczajnym łaskom towarzyszył dar łez, które tak obficie spływały po policzkach zakonnika, iż tworzyły się mokre plamy w miejscu, gdzie odbywał adorację.

Były też i takie chwile w jego życiu, kiedy doświadczał ukrywania się Pana Jezusa. Wtedy najczęściej towarzyszyły mu dokuczliwe pokusy lub dręczące skrupuły. Ojciec Pio zalewał się łzami i z jeszcze większą gorliwością szukał Jezusa na modlitwie. „Płaczę i lamentuję wiele z tego powodu u stóp Jezusa w Najświętszym Sakramencie – pisał – ale wydaje mi się czasem, że Jezus ukrywa się przed moją duszą”. Ubolewał nad tym, że wielu ludzi lekceważy oddawanie czci Jezusowi i nie tylko tego nie czyni, ale znieważa Go licznymi bluźnierstwami. Również sam Jezus podczas jednej z mistycznych modlitw skarżył się Ojcu Pio na oziębłość i obojętność, która Go spotykała ze strony ludzi: „Zostawiają Mnie w kościołach samego w nocy, samego w dzień. Nie troszczą się o Najświętszy Sakrament Ołtarza. Nie mówi się o tym Sakramencie Miłości, a nawet ci, którzy mówią o Nim, niestety robią to z obojętnością i oziębłością”. Zakochany bezgranicznie w Bogu Zakonnik w odpowiedzi na skargi Oblubieńca swej duszy wołał do Niego: „Nie proszę Cię o nic więcej, tylko o to, abym Cię kochał na ziemi całym moim sercem, abym trwał z Tobą, przy Tobie w najdoskonalszej miłości teraz i przez całą wieczność”. Czyż mógł dać inną odpowiedź niż wyznanie miłości?

Pogłębiając swoją przyjaźń z Jezusem, Ojciec Pio zapisał się do Kapłańskiej Ligi Adoratorów Najświętszego Sakramentu założonej przez św. Piotra Juliana Eymarda. Jako jej członek zobowiązał się do godzinnej adoracji Najświętszego Sakramentu raz w tygodniu oraz do szerzenia kultu i pobożności eucharystycznej. Ilość i czas adoracji stale powiększał, by gorliwiej móc wynagradzać Jezusowi za zło popełniane przez ludzi. O tej wielkiej zażyłości Zakonnika z Jezusem eucharystycznym napisał jego kierownik duchowy, o. Agostino: „Wewnętrznie jesteś w Bożym tabernakulum, ponieważ twoje serce i dusza, i ciało, i cały twój duch, i zmysły są całkowicie poświęcone Panu Jezusowi”. Bliskość Ojca Pio z Jezusem, przedstawioną w obrazie duchowej obecności w tabernakulum, jeszcze mocniej potwierdzają słowa samego Zakonnika, który, nosząc na swym ciele odbity obraz Boga, adorował Go i kontemplował również w samym sobie: „Koncentruję się nieustannie na Bogu, który jest odbity w moim sercu. Nigdy nie tracę Jego obrazu. Muszę podziwiać Jego piękno, radość, poruszenie, które powoduje łaski...”.

Podczas długich godzin spędzonych przez Ojca Pio na adoracji Jezus pozwalał mu poznać, jak bardzo go kocha i dlatego obdarzał go radością lub wprowadzał w boleść swej męki, zapraszając do współofiarowania. „Kiedy Jezus chce, abym zrozumiał, że mnie kocha – pisał do kierownika duchowego – daje mi odczuć smak swojej męki, ran, cierpień, udręk. Kiedy chce, bym się radował, napełnia moje serce tym duchem, który cały jest ogniem i mówi mi o swoich rozkoszach. Kiedy jednak chce być pocieszony, mówi mi o swoich cierpieniach, zaprasza mnie głosem, który jest zarówno prośbą i rozkazem, abym ofiarował moje ciało, aby ulżyć Mu w cierpieniach”.

Zakonnik całym sobą uwielbiał i czcił Boga, chciał Mu służyć i żyć dla Niego, gdyż w Bogu, który jest źródłem wszelkiego życia, widział dobrego ojca. Napisał: „Niech [Bóg] będzie otoczony chwałą w moim ciele, ponieważ On jest moim życiem, a ja żyję tylko po to, by Mu służyć. Nie żyję dla siebie, lecz jedynie dla Niego”. Kontakt z Jezusem podczas adoracji Najświętszego Sakramentu prowadził Ojca Pio nie tylko do miłości, ale i do poznania Boga, Jego nieogarnionej wielkości oraz do poznania samego siebie. Pozwalał mu również zachować odpowiedni dystans do rzeczy stworzonych oraz gorliwie żyć cnotami: wiary, nadziei i miłości. Ojciec Pio praktykował również duchową adorację, szczególnie w sytuacjach, gdy z różnych powodów nie mógł udać się osobiście przed Najświętszy Sakrament. Wtedy wzbudzał w sobie uczucia miłości i uwielbienia, trwając na modlitwie, która przenosiła go duchowo w objęcia Jezusa.

Adoracja Najświętszego Sakramentu pochłaniała go bez reszty. Nie było dnia, by nie znalazł na nią czasu. Za św. Gabrielem od Matki Bożej Bolesnej powtarzał: „Tysiąc lat w pałacach ludzkich nie może równać się ze słodyczą jednej godziny spędzonej na kolanach”. Dlatego Ojciec Pio wiele razy w ciągu dnia zginał kolana przed Bożym majestatem, a tym, którzy go szukali powtarzał: „Jeśli chcesz mnie znaleźć, szukaj mnie u stóp Jezusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie”.

Pobożność eucharystyczna charyzmatycznego Zakonnika była znakiem dla całego świata – przyciągała do San Giovanni Rotondo rzesze pielgrzymów, którzy widząc, jak ofiara Jezusa łączy się z ofiarą Ojca Pio sprawującego Mszę Świętą oraz z jakim szacunkiem oraz czcią udziela on błogosławieństwa i adoruje Najświętszy Sakrament, doświadczali wielu nadzwyczajnych łask, szczególnie zaś łaski nawrócenia.

Błażej Strzechmiński OFMCap „Głos Ojca Pio” (nr 9/2001)

stat4u